Jacek Łeszega

 

Szanowni Państwo!

 

Oddajemy do Państwa dyspozycji I Rocznik Ustrzycki 2017 w wydaniu internetowym. Znajdzie się w nim na początku kilka artykułów, które związane są z powstającą Izbą Regionalną. Tworzymy w ten sposób historię naszego miasta oraz gminy, czyli naszej małej ojczyzny. Będzie to przyczynkiem do wydania w niedługim czasie Monografii Ustrzyk Dolnych.

Zachęcamy Państwa do przesyłania do nas wspomnień z Ustrzyk Dolnych, starych i nowych ciekawych fotografii, opowieści, legend itd. Chcemy razem z Państwem tworzyć dzieło, które zapisze się w historii naszego miasta.

Mamy nadzieję, że I Rocznik Ustrzycki zainspiruje Państwa do współtworzenia obecnego i następnych wydań internetowych wspomnianej publikacji.

 

Jacek Łeszega

Bieszczadzkie Centrum Turystyki i Promocji

w Ustrzykach Dolnych

Jacek Łeszega

  

Historia kopalnictwa ropy naftowej w Bieszczadach

i Górach Sanocko-Turczańskich – Bieszczadzkie Centrum Turystyki i Promocji
w Ustrzykach Dolnych

 

Wprowadzenie

 

Gdy 31 lipca 1853 roku Ignacy Łukasiewicz zapalił we Lwowie pierwszą lampę naftową, nikt nie podejrzewał, że ten fakt będzie krokiem rewolucji technologicznej i będzie miał olbrzymi wpływ na życie mieszkańców Bieszczadów i pobliskich terenów. W drugiej połowie XIX wieku rozpoczęła się era ropy naftowej w Galicji Wschodniej - takiego bowiem określenia używano dla wydarzeń rozgrywających się w tym regionie po 1850 roku.

Mieszkańcy, zajmujący się do tej pory tylko uprawą roli, hodowlą bydła i przeróbką drewna, mogli zająć się wydobyciem ropy naftowej na większą skalę. Wcześniej znali ten surowiec i go eksploatowali, kopiąc studnie w miejscach pierwotnych wypływów. Ropa naftowa służyła im do konserwacji drewna, smarowania osi wozów i maszyn, a także do celów leczniczych.

Jacek Łeszega

Wspomnienia – Pamięć i przeszłość

 

Mój ojciec Michał Pałasz, syn Andrzeja i Katarzyny Pałasz z domu Klimowicz, ur. 24 IX 1910 r. w Olszanicy, zmarł 12 V 1992; Ignacy Pałasz ur. 14 XII 1923 zm. 27 I 1963 r.

 

W roku 1930 zostałem przyjęty do pracy na kopalnię nafty Sztandar Nobel w Ropience, gdzie pracowałem wraz z kolegą Lewandowskim około 5 lat. W roku 1936 ukończyłem 3 letnią szkołę rolniczą w Suchowole k. Krosna, zostałem przodownikiem przysposobienia rolniczego, zakładałem poletka doświadczalne. Byłem współorganizatorem I Dożynek Rolniczych w Lesku. Za dożynki otrzymałem nagrodę od Lwowskiej Izby Rolniczej. W roku 1937 zostałem przyjęty do pracy jako listonosz wiejski, w agencji pocztowej w Woli Miechowej. Była to miejscowość duża a ludność wielokulturowa. Było to pogranicze węgiersko, czesko-słowackie. Naczelnikiem poczty była pani Zofia Borcz. Gdy w roku 1938 Niemcy zajęli Czechosłowację, to w strefie nadgranicznej zaczęło być niebezpiecznie, podjęliśmy decyzję o ewakuacji urzędu wraz z dokumentacją i zasobami. Transportem konnym dotarliśmy w okolice Halicza, Podhajec: pod Chynowem zatrzymali nas Rosjanie i przejęli cały ładunek, nas odstawiono na boczny tor. Musieliśmy zrobić miejsce, wyjeżdżającym kolonistom niemieckim z okolic Steinfelsu, Makowej i innych miejsc po takiej tułaczce. Poczta powstała na terenie kopalni nafty w Ropience. W latach 1932-1939 byłem komendantem Strzelca w Olszanicy. A komendantem powiatowym w Lesku był por. Piotr Piąty.

W tym czasie drużynę strzelecką prowadził Stanisław Rembisz, nauczyciel z Olszanicy wraz z Janem Kalinowskim, instruktorem przysposobienia obrony, razem wyjeżdżali na zawody sportowe do Lwowa, do Hobycza, Przemyśla.

Jacek Łeszega

 

Brygida Helbig - Kolonia Steinfels we wspomnieniach Heinricha Wolfa i mojego ojca

Ślady po nieistniejącym Steinfels po raz pierwszy zobaczyłam dwa lata temu. Przyjechałam z Berlina, aby ich szukać. Ujrzałam teren zapomniany, zarośnięty wysoką trawą, opustoszały, gdzie cięły muchy, rosły pokrzywy po pas, po którym goniły konie, gdzie wpadało się w wielkie kałuże, a uwagę przyciągały zapomniane cmentarne kamienie cmentarza grecko-katolickiego. Lecz tak naprawdę znałam Steinfels już od zawsze - z opowieści ojca. Kiedy byłam mała i nie mogłam zasnąć, opowiadał mi o jakiejś magicznej krainie, w której przeżywał jako dziecko fascynujące przygody. Opowiadał o tym, jak jego ojciec pilnując pól mocował się z wilkiem, o nocnym złodzieju nadziewającym kartofle z piwnic na długi szpikulec, o kłótni między jego matką a Ukrainką z powodu wybitej przez niego szyby, o zmarłym bracie-dwulatku leczonym rozżarzonym węglem, o zabawie jajkami wielkanocnymi na łące. Tych opowieści mogłam słuchać bez końca. Nie wiedziałam jednak, i nigdy o to nie pytałam, gdzie była położona ta kraina. Nie pytamy o geograficzne położenie krain mitycznych. Jedno było pewne – tam była moja duchowa ojczyzna. Chociaż urodziłam się w Szczecinie, na tzw. Ziemiach Odzyskanych, na przeciwległym krańcu Polski.

Jacek Łeszega

Akcja HT -1951

                                                             Jedna już tylko jest kraina taka,

                                                             W której jest trochę szczęścia dla Polaka,

                                                             Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie

                                                             Święty i czysty, jak pierwsze kochanie.

                                                                                                 (Adam Mickiewicz)

Wśród mieszkańców trzech  gmin powiatu bieszczadzkiego urodzonych przed rokiem 1951, większość jako miejsce urodzenia podaje nazwy miejscowości, których na próżno szukać w obecnych granicach Polski. Bełz, Krystynopol, Uhnów, Waręż, Sokal – takie nazwy   podają ci, którzy nie z wyboru, ale na skutek politycznych decyzji stali się solą tej bieszczadzkiej ziemi. Do tamtych miejsc, gdzie na opuszczonych cmentarzach pozostały szczątki doczesne przodków, ruiny świątyń i w znikomym procencie opuszczone przez nich domy, jeżdżą, aby zapalić znicz lub pokazać swoim dzieciom i wnukom miejsca bliskie ich sercu. Na próżno również szukać naukowych opracowań na temat akcji przesiedleńczej o nazwie HT- 51, mimo, że uważana jest za największą  w powojennej historii Polski.